poniedziałek, 1 lipca 2013

Groszki po raz drugi


Moje sukienki vintage muszą jeszcze kilka dni poczekać. Nie kupiłam materiału na żadną, nawet się po niego nie wybrałam. Postanowiłam, że muszę najpierw uszyć coś co będzie po prostu ładne i będzie ładnie wyglądało bez krzyczenia z daleka 'jestem noszona bo jestem uszyta ale nikt by mnie nigdy nie kupił'. Widzicie, szukałam inspiracji w Internecie, wyszukiwałam blogi których autorki szyją ubrania vintage i lekko się podłamałam. Szycie potwornie wciąga, jak się zacznie to nie można przestać - więc pasję i zacięcie widać wszędzie, co za tym idzie niezwykłą produktywność. Z tego ogromu gotowych sukienek, które obejrzałam większość nie nadaje się do noszenia! Tym biednym kobietom pewnie nikt tego nie powie, bo w kulturze anglosaskiej każdy przejaw kreatywności wychwala się pod niebiosa i mało w niej miejsca na konstruktywną krytykę.
Oczywiście, że jestem dumna z tego co wyjdzie mi spod igły, ale jestem też wobec tego krytyczna - w ten sposób się uczę. Wciągnęłam się już w wir i maszyny nawet nie składam, jeśli jednak za jakiś czas (jeszcze nie teraz, dopiero zaczynam) na całym froncie dawała ciała z jakością to bądźcie łaskawi ...

Kiedy kupowałam sobie groszki na bluzkę kupiłam też trochę dla Madzi na sukienkę plażową. Na początku myślałam, że zrobię taką prostą na wiązanych sznureczkach ale w porę poprosiłam przyszłą właścicielkę o narysowanie tego, co chciałaby na plażę założyć. Dziecinka narysowała mi klasyczną sukienkę. Bez wykroju ni rusz. Postanowiłam dać jeszcze jedną szansę wykrojom z The Great British Sewing Bee, bo moja Madzia mniej więcej wpasowuje się w najmniejszy z ich rozmiarów. 

Wybrałam Tea Dress (ten i pozostałe wykroje po uprzedniej rejestracji można ściągnąć za darmo z tej strony: http://www.quadrille.co.uk/sewingbee/patterns ), która w oryginale wyglądała tak:






Drukarka wypluła 30 kartek które trzeba było przyciąć i posklejać. Po posklejaniu i wycięciu już wiedziałam, że może wszystkie wymiary to i pasują, ale dekolt to będzie Madzi do pasa sięgał. Postanowiłam coś z tym zrobić potem. Zmieniłam długość sukienki, zrezygnowałam z rękawów i z zamka (po zafastrygowaniu okazało się, że sukienkę da się wciągnąć przez głowę). Zbyt głęboki dekolt w końcu skróciłam robiąc zakładki i naszywając na nie guziki (które w oryginale znajdują się na szwie na ramieniu). 
Madzi się podoba, powiedziała, że będzie nosiła. 
Zobaczymy tylko czy na plażę ...
    






8 komentarzy:

  1. Swietna ta sukieneczka :) I jaki ma piekny kolor. Widze, ze rozkrecasz sie z szyciem na calego :))

    Pozdrawiam cieplo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozkręcam się, rozkręcam :) Dzięki :)

      Usuń
  2. Piękna Ci wyszła!

    Polecam tego bloga, jeśli jeszcze nie znasz: http://www.marchewkowa.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, dzięki, nie znałam tego bloga (z jakiegoś dziwnie nieokreślonego powodu) ale właśnie sobie pooglądałam - odtrutka po tym co widziałam ostatnio!

      Usuń
  3. Na niedzielę się nadaje:-) Nie ma się czego czepiać, choćbym chciała:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biały paseczek i jest git nie?

    OdpowiedzUsuń
  5. :)wow! no piękny początek:)))aż nie śmiem myśleć co będzie dalej:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zechcecie zostawić po sobie kilka słów

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...