Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caroline Hirons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caroline Hirons. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

Rok z pielęgnacją według Caroline Hirons

Od opublikowania mojego postu o pielęgnacji skóry według Caroline Hirons minął już dobry rok. Kiedy go pisałam miałam już za sobą kilka tygodni, może nawet miesięcy powolnego wdrażania się w wytyczne Caroline. Powolnego z kilku powodów.
Do tego żeby zacząć swoją skórę odpowiednio traktować, odpowiednimi preparatami w odpowiedniej kolejności to trzeba coś w swojej kosmetyczce mieć (patrz wspomniany wpis). Usiłuję sobie przypomnieć z czym zaczynałam. Na pewno miałam coś do demakijażu, krem na noc, na dzień i pod oczy, może jakieś serum. Wszystko było dobrane bez ładu, składu i po omacku. Nie miałam ani porządnego kremu do oczyszczania, ani kwasowego toniku, ani nawilżającego toniku. Kremy i serum były niezbyt dobrze dobrane. W sumie nie miałam nic co by można było nazwać terapią dla skóry. Miałam duże zakupy do zrobienia. Pójście do drogerii i kupienie wszystkiego na raz nie wchodziło w rachubę, nie tylko dlatego, że byłby to duży wydatek. Nikt nigdy nie powinien tego robić, nawet babeczki w wielbłądzich płaszczach wysiadające ze srebrnych Jaguarów. Po prostu nie. Czy coś nam pasuje czy nie możemy sprawdzić wprowadzając tylko jeden nowy produkt na raz, czyż nie? Wiem co mówię, nie raz na hura zastosowałam kilka nowości na raz i obudziłam się z czerwonymi plamami na twarzy nie wiedząc która z nowości te ozdoby spowodowała. 
Od mniej więcej roku mam wszystko czego do pielęgnacji CH mi potrzeba, chociaż niekoniecznie mam tych kosmetyków wystarczająco żeby móc je rotować i niekoniecznie są one z tej półki z której chciałabym (*eh*). Jak sobie pewnie wyobrażacie na mojej liście zachcianek świątecznych i urodzinowych teraz widnieją same kosmetyki!
Efekty? Są.
Całe życie miałam kompleksy na punkcie swoich włosów i cery. Moja mama ma gęste, ciemne, kręcone włosy, a mój tato czarne, gęste, proste. Ja swoje odziedziczyłam po łysiejącym dziadku, trzy łamliwe piórka na krzyż. Jako nastolatka miałam okropny trądzik i tłustą cerę. Nie zostały mi po nim na szczęście blizny, ale okropne pory na całej twarzy tak. Ble. Wyobrażacie sobie chyba, że przez całe moje życie nie usłyszałam komplementu na temat swojej cery. Nie żebym na taki czekała. Ktoś kto ma krzywe nogi nie czeka aż mu ktoś powie, że są zgrabne. Dlatego pierwszy komplement który usłyszałam na temat swojej cery w wieku 37 lat przyjęłam zszokowana. Z wrażenia ani nie podziękowałam ani nie zaprotestowałam. Jakby mnie piorun poraził. Potem przyszedł kolejny i kolejny. W ciągu ostatniego pół roku usłyszałam ich dużo. Czyli efekty są. Ciężko mi patrząc w lustro ocenić co się zmieniło. Mam wrażenie, że kontur twarzy, mam wrażenie, że skóra ma więcej blasku, chyba nie przybyło mi zmarszczek ... a przecież jestem rok starsza ...
Moja skóra zmieniła się przede wszystkim w dotyku ... powiedziałabym, że zrobiła się przyjemna. Czy można tak powiedzieć o własnej skórze czy to już narcyzm?

Caroline Hirons była w Belfaście kilka tygodni temu w tutejszym SpanceNK i miałam szczery zamiar wyrwać się po pracy do centrum, ale niestety dziecina mi się pochorowała i trzeba było pędzić w przeciwnym kierunku. Szkoda, chciałam ją uściskac!


sobota, 18 stycznia 2014

Pielęgnacja twarzy według Caroline Hirons






We wpisie the best of 2013 napisałam, że moim ulubionym blogiem 2013 roku był (no i nadal jest) blog Caroline Hirons. Ale w sumie Caroline odkryłam gdzieś dopiero w połowie zeszłego roku kiedy siostry Pixiwoo nagrały z nią jeden z odcinków Body Talk (link do video). Dlaczego tak późno?!
Bardzo dużo czasu zajęło mi przedarcie się przez bloga Caroline i mniej więcej ogarnięcie tego co kobieta chce powiedzieć. Moja pierwsza reakcja była: Naprawdę? Aż tak? Przesada! Później jednak zdałam sobie sprawę, że to co robię ze swoją twarzą robię chaotycznie i bez pomysłu, bez względu na to ile pieniędzy wydaję na produkty do pielęgnacji. Pomyślałam, że powinnam jednak dać tej szkole szansę.
Nie jest to jednak tak, że mogę sobie pozwolić na zupełną i radykalną zmianę mojej rutyny pielęgnacyjnej - najzwyczajniej mnie na to nie stać. Stopniowo, w miarę kończenia się starych produktów wprowadzam nowe, bardziej odpowiednie i powoli te rzeczy, których totalnie mi brakuje sobie kupuję. Drobne zmiany potrafią jednak zrobić dużą różnicę i patrząc teraz w lustro stwierdzam, że to dobry kierunek.

 Osoby znające angielski zachęcam do osobistego przestudiowania blogu Caroline (zwłaszcza wszystkich ściąg pielęgnacyjnych w bocznym panelu!), jeśli nie spodoba się Wam jej filozofia to język i poczucie humoru na pewno tak! Anglopiśmiennym mówię już pa pa, a tych, którzy angielskiego nie znają w wielkim, zapraszam na wielki skrót z poglądów i poranno/wieczornej rutyny Caroline.

Caroline zawsze powtarza, że ma się tylko jedną twarz i dlatego warto o nią dbać i w nią inwestować. Do pielęgnacji twarzy podchodzi bardzo poważnie, zwłaszcza do tego jakie kroki i w jakiej kolejności należy podejmować (nareszcie mi to ktoś powiedział, nigdy nie wiedziałam który krem najpierw i dlaczego!), dla niej to jak nakładanie ubrań w odpowiedniej kolejności. Bardzo dużą uwagę przywiązuje do właściwego oczyszczania skóry rano i wieczorem i jest to coś o czym głośno mówi w każdym pielęgnacyjnym poście. Jeśli chodzi o inwestowanie w twarz ... to wiadomo, że zależy to od budżetu, ale także od priorytetów. Wiadomo jak jest do pewnego stopnia dostajesz to za co płacisz, ale świat kosmetyków rządzony jest prawami rynkowymi tak samo jak każda inna dziedzina przemysłu. Najlepiej jest sprawdzać składniki. Jeśli chodzi o priorytety, to oczywiście jest to sprawa indywidualna, ale jeśli wydajesz dwie stówy na kolejną torebkę czy kolejne buty to lepiej kup sobie za to krem. Poza tym: nie pal, nie pij, unikaj cukru, nie jedz śmieci, etc.

Codzienna rutyna pielęgnacyjna według Caroline powinna wyglądać tak:

Rano

1. konieczna będzie świeża, czysta flanelka (mały ręcznik)
2. oczyszczanie - mleczko, balsam, lub żel, cokolwiek co się nie pieni (pieniące się wysuszają i zmieniają odczyn skóry na zasadowy, zwłaszcza nie nie dla skóry mieszanej i trądzikowej, odczyn zasadowy wspomaga namnażanie bakterii), dobrze mieć różne i stosować je zamiennie. Nałóż produkt na suchą twarz i po oczyszczeniu zmyj twarz ciepłą wodą z kranu (przetrzyj namoczoną i wykręconą flanelką).
3. tonik o kwasowym odczynie -  pobudza skórę do działania (delikatny codzienny peeling w postaci takiego toniku i używanie flanelki jest lepsze niż jakiekolwiek peelingi z drobinkami), ma obniżyć PH skóry , złuszczac, nawilżyc i przygotować na dalsze kroki 
4. nawilżanie w sprayu - może to być bezalkoholowy nawilżający tonik (z gliceryną lub kwasem hyaluronowym) przelany do pojemnika z atomizerem
5. krem do oczu (nakładanie kremu pod oczy jako ostatniego to jak zakładanie majtek jako ostatnich - metafora Caroline oczywiście)
6. serum i/lub olejki (jeśli używacie, koniecznie nie mineralne!) jeśli serum jest na bazie wody to jest pierwszy później olejek, jeśli jest silikonowy to olejek lepiej sobie odpuścic
7 krem nawilżający
 (jeśli używa się Hydraluron to jest on ostatni przed kremem nawilżającym)
 8. SPF, SPF zawsze dominuje w kremach więc kremy nawilżające z SPF często są bardziej SPF niż nawilżające, lepiej więc jest je rozdzielić.


Wieczorem


1. Wysuszona flanelka z rana jest ok, ale zaraz po użyciu idzie do prania
2. Pierwsze oczyszczanie - balsamem lub olejkiem - ściągnięcie makijażu i SPF, spłukanie flanelką
3. Drugie oczyszczanie- mleczkiem lub żelem odpowiednim do rodzaju skóry
4 tonik - o takich samych właściwościach co ten co rano (lub ten sam)
5 opcjonalnie nawilżanie w sprayu
6. krem do oczu
7. terapie (czas by poszaleć)  - najlepiej miec ze trzy produkty używane naprzemiennie zależnie od aktualnych potrzeb skóry: olejki, kuracje witaminowe, przeciwstarzeniowe
8. nawilżanie, nie jest konieczne jeśli kremy z poprzedniego kroku są nawilżające lub są olejkami


Trochę się różni od popularyzowanych przez firmy kosmetyczne (oczyszczanie-tonowanie-nawilżanie) rutyn, nie? Nawet jeśli nie kolejnością to zadaniowością. Kiedyś używałam rutyny Clinique, ale ona niewiele mi dała, oprócz tego, że miałam wrażenie, że skoro wydałam na to trochę to znaczy, że o siebie dbam. Dzięki Caroline wiem dlaczego to nie działało: oczyszczanie miało postać bardzo pieniącego się mydła w żelu, wysuszało i napinało skórę; tonik był prawie samym alkoholem i do reszty pozbawiał skórę tego co dla niej naturalne, krem nie był zły, ale po jakimś czasie mnie uczulił, lub po prostu przestał neutralizować działanie poprzedzających go zdzieraczy. 

Chętne do wypróbowania rutyny CH? Ja, jak napisałam, powoli się wdrażam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...