Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belfast. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belfast. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 grudnia 2012

przedświąteczne niepokoje i domowa przyprawa do pierników


jest ciemno, mgliście i pada deszcz
gwiżdże wiatr
najkrótsze dni w roku są przygnębiające

niespokojne

od paru tygodni Belfast wrze od protestów lojalistów obrażonych ściągnięciem flagi brytyjskiej z miejscowego ratusza
flaga ma powiewać tylko w określone dni
marsze i protesty są jak nieszkodliwe lecz bolesne porażenia niskowoltowym prądem w różne części ciała

brrr
 
do centrum lepiej się nie zbliżać - w ostatnią sobotę z powodu protestów i blokad można było się z niego wydostać tylko na piechotę

ale w sumie to nie ma czasu by nawet chcieć myśleć o wybraniu się na spacery po oświetlonym świątecznymi światłami centrum

ostatnie dni w pracy były bardzo intensywne - pochłonęło mnie organizowanie/przymierzenie/dopasowanie kostiumów dla 70 dzieci na jasełka, dekorowanie sali gimnastycznej, próby, etc.

nie wiem czy szkoła przed świętami to dobrze zorganizowany chaos czy chaotyczny porządek

dzisiaj pierwszy z dwóch występów i stres, że się spóźnię, a jakbym się spóźniła nie wystąpiłyby polskie dzieci ze swoją kolędą

droga do pracy zamiast dziesięciu minut zajęła mi godzinę i czterdzieści pięć minut

żółte policyjne taśmy, niebieskie światła i tysiące samochodów wypchniętych z autostrady i wtłoczonych w ciasne górskie dróżki

w deszczu, we mgle, między pastwiskami, stromo

mamo, mamo, spóźnimy się do szkoły

widzę siebie siedmioletnią spóźnioną i we łzach przed drzwiami klasy

spóźnię się na przedstawienie ...? gdzie ja w ogóle jadę?

powinnam była przed wyjściem zjeść śniadanie, pójść do toalety i posłuchać wiadomości

w samochodzie słucham lokalnego radia, dowiaduję się, że most, po którym zawsze przejeżdżam i autostrada zostały zamknięte z powodu "delikatnej sprawy"

co to oznacza dowiaduję się dopiero w pracy
odcięło mnie od świata czyjeś samobójstwo

smutny i męczący początek dnia

ale przedstawienie idzie doskonale, stroje wyglądają pięknie, moje dzieciaki śpiewają z serducha

popołudnie w koledżu idzie po grudzie

smutny sms od kogoś kogo lubię

eh

myślę o pierniczkach które miałam piec wieczorem i nie chce mi się

ale obiad, drzemka, światełka na choince i imbirowa herbata pomagają
zaczynam od przyprawy: mielę i mieszam, dosypuję i dodaję
koję sobie zmysły, odreagowuję nadmiar bodźców
w domu pachnie nieziemsko




Przyprawa do pierników


30 g cynamonu
10 g czarnego pieprzu
10 g ziela angielskiego
10 g gwiazdek anyżowych
5 g kardamonu
szczypta kwiatów muszkatołowca
5 g goździków

dodaję świeży imbir do pierników więc nie ma go w przepisie, przyprawa jest pikantna, jeśli ktoś nie lubi radzę zmniejszyć ilość pieprzu u połowę 




sobota, 1 grudnia 2012

Broszka. Wschód słońca.


W dół prawie pustą i jeszcze senną drogą aż do ruchliwego skrzyżowania. Po płaskim, szerokim asfalcie między fabryczkami i salonami samochodowymi do świateł, które zmieniają się o wiele za szybko. W korku do następnych, a potem przez miasteczko, które od Belfastu oddziela tylko most biegnący nad autostradą. Z tyłu zostają brudne mury i chaos. Wjeżdżając na most wjeżdżam w przestrzeń: poniżej sznury czerwonych świateł oddalają się w wolnym tempie w dół, w stronę Belfastu; nad nimi ciche wody zatoki, nad nią niebo. Widziałam już tyle wschodów słońca w drodze do pracy, ale oczu nasycić się nie da i zawsze będą głodne piękna. Każdy ma inny kolor, w zależności od pory roku i od pogody. Najpiękniejsze są zimne poranki, szaro-fioletowe morze pokryte sunącą nisko mgłą, otulone zwisającą nisko nad horyzontem chmurą, której górę rozświetla pomarańczowy blask budzącego się dnia. Morze od chmur odróżnia tylko to, że pomarańczowe światło odbija się gdzieniegdzie w wodzie złotymi nitkami, chmura miękko wchłania światło.
Kiedy zjeżdżam z mostu i jadę w dół do pracy to spojenie morza i nieba co chwilę wyłania się zza domów. Wchodząc do budynku szkoły odwracam się żeby jeszcze raz stanąć twarzą w twarz ze wschodzącym słońcem i z Belfast Lough. Mój pokój znajduje się po innej stronie pająkowatego budynku szkoły, okienko w moim pokoju znajduje się znacznie powyżej linii oczu.

Zrobiłam sutaszową broszkę w kolorach wschodu słońca.





Dziękuję sis za lekcje.

sobota, 3 listopada 2012

Jeszcze




Wiem, że w Polsce zdążyliście już mieć zimę i ulepić bałwany i porzucać się śnieżkami i zdążyliście o tym wszystkim zapomnieć. Jak was traktuje listopad?
Na północy Zielonej Wyspy jeszcze wciąż zielono. Gdzie nie wyjrzę przez okno zielono: zielone pastwiska, zielone wzgórza lekko przeplatane rdzą. Po jesień trzeba pojechać do Belfastu - do miasta z Europejskimi ambicjami gdzie sadzi się drzewa, które jesienią dodadzą miastu uroku.     
Zdjęcia są sprzed tygodnia, więc jeszcze październikowe, ale zgaduję że ten tydzień miał mały wpływ na wygląd tych miejsc.




















poniedziałek, 15 października 2012

Rzeka

A dzisiaj trochę inaczej, bo chociaż zdjęcie moje to jednak tekst nie. Jeden z moich ulubionych wierszy Baczyńskiego, przypomniał mi się na spacerze.







Ballada o rzece

Rzeka pachnie jak ryba.
Ryba jest liściem deszczu
oderwanym od białej gałęzi szelestu,
od zbuntowanych okrętów chmur -
A wyginane rybitwy
złożone do wiotkiej modlitwy
ciągną niebem błyszczący jak brzeszczot,
omotujący ciasno sznur.
Rzeka się w niebie odbija
czy niebo rzekę wymija
tocząc kuliste chmury na drugi brzeg?

Brzeg odległy o bulgot -
- stoisz w słońcu wykuta,
wijesz z muszli zielonej
piosnkę na cztery nuty.
Stoisz w łusce i płoniesz,
w ciszy martwej jak smutek
tylko bieli się po niej
piosnka na cztery nuty.

Dokąd idę? po płaskim lustrze
czy po niebie głową w dół?
Rozcinają się sny upalne
nożem fali ostro na pół.
Dokąd idę? czy brzeg się zbliżył,
czy opadłem w obłok wyżej,
czy w ślimaczy, po ustach ciągnący się muł?
Stoisz w niebie, na brzegu czy w lustrze?
Słońce zewsząd zapala się w łusce,
Płynę w lejach - szklisty wodnik.
Rzeka pachnie jak ryba.
W porcie prąd się urywa.
Płynę wodą, piorunem czy błyskiem pochodni
- trup o oczach jak obłok zastygły? 

środa, 22 sierpnia 2012

Najsmaczniejsze miejsce w Belfaście

W dalszym ciągu się otrząsam. Wpis jako forma terapii.
Wczoraj wybrałam się z dziećmi do centrum odfajkować kilka rzeczy ze szkolnych potrzeb. Zabrałam ze sobą aparat, bo nigdy nie zabieram i zawszę żałuję. Przydał się.
Sawers to był zawsze dla mnie ewenement. Sklepik był maleńki a było w nim prawie wszystko, to delikatesy specjalizujące się zarówno w produktach lokalnych jak i specjałach zamorskich. Wypakowany był szczelnie od podłogi po sufit, a przeciskać się trzeba było między półkami a klientami jak w labiryncie. Jak w tym sklepie można było pomieścić tyle produktów, zadbać o porządek i pilnować dat? Nie mam pojęcia.
Obok Sawersa stał wielki, pusty sklep Thortonsa, urządzony w stylu wirówkowym: półeczki przy ścianach, środek pusty. W przestronnym czekoladowym salonie leniwie człapały znudzone ekspedientki i kilku klientów; do delikatesów obok wciskali się amatorzy owoców morza, serów, oliwek i krówek.
Ciąg dalszy oczywisty. Sawers na miejscu Thortonsa też jest wypakowany od stóp do głów, ale na dużo większej powierzchni. Oto kilka fotek z już rozładowanych delikatesów. Nie udało mi się wiele sfotografować bo musiałam powstrzymywać dzieci przed wkładaniem wszystkich rodzajów shortbreada do koszyka.   






wystawowa szybka



taką patelkę do paelli sobie sprawię



kawałeczek serowej lodówki



octów wszelakiej maści cały regał






kolor tego chili utraciłam



po sufit



lemoniada!



muszle muszlami, ale listę z tyłu zauważyłam dopiero na tym zdjęciu ...zebra!?



potwory morskie


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...