Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polka dot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polka dot. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2015

Kwadraty dla Harrisa





Patchwork dla małego Harissa powinien powstać w maju. Ale tak się złożyło, że po pierwsze byłam potwornie obłożona robotą papierkową, po drugie nic mi się nie chciało, a po trzecie nie było oczywiste czy to będzie Harris czy Harrisa. Jak już się skończył rok szkolny to wykatapultowaliśmy się za Atlantyk i szans nie było. Potem trzeba było się sprężyć. Tak ... tylko po co, skoro patchwork od tygodnia leży gotowy, podobnie jak ja z katarem z którym do dziecka nie będę się pchała.






Przez to że się sprężałam znowu są kwadraty. Obiecuję sobie, że to już ostatni patchwork w kwadraty który uszyłam. Żadna to przygoda takie szycie. Coś bardziej skomplikowanego obiecuję sobie następnym razem. Chociaż przyznam, że akurat tego typu wzory: kropki, gwiazdki i krateczka dobrze się na takim prostym wzorze prezentują. Są tam białe kropki na niebieskim tle i na białym, białe gwiazdki na jasno i na ciemnoniebieskim tle, tylko krateczka jest jednego rodzaju, ale jest w niej biel i dwa odcienie niebieskiego.






Quilt składa się tylko z dwóch warstw: patchworka i polaru w kropki. Szukałam takiego materiału, nie było za to był polar, co ułatwiło w sumie sparwę. Jedyna dla mnie nowość to pikowanie po przekątnej kwadratów. A ... no i po raz pierwszy nie męczyłam się z cięciem materiału na obszycie tylko kupiłam gotową taśmę. Taniej i łatwiej.






Krzesło na którym leży sobie quilcik to mój następny projekt.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Groszki po raz drugi


Moje sukienki vintage muszą jeszcze kilka dni poczekać. Nie kupiłam materiału na żadną, nawet się po niego nie wybrałam. Postanowiłam, że muszę najpierw uszyć coś co będzie po prostu ładne i będzie ładnie wyglądało bez krzyczenia z daleka 'jestem noszona bo jestem uszyta ale nikt by mnie nigdy nie kupił'. Widzicie, szukałam inspiracji w Internecie, wyszukiwałam blogi których autorki szyją ubrania vintage i lekko się podłamałam. Szycie potwornie wciąga, jak się zacznie to nie można przestać - więc pasję i zacięcie widać wszędzie, co za tym idzie niezwykłą produktywność. Z tego ogromu gotowych sukienek, które obejrzałam większość nie nadaje się do noszenia! Tym biednym kobietom pewnie nikt tego nie powie, bo w kulturze anglosaskiej każdy przejaw kreatywności wychwala się pod niebiosa i mało w niej miejsca na konstruktywną krytykę.
Oczywiście, że jestem dumna z tego co wyjdzie mi spod igły, ale jestem też wobec tego krytyczna - w ten sposób się uczę. Wciągnęłam się już w wir i maszyny nawet nie składam, jeśli jednak za jakiś czas (jeszcze nie teraz, dopiero zaczynam) na całym froncie dawała ciała z jakością to bądźcie łaskawi ...

Kiedy kupowałam sobie groszki na bluzkę kupiłam też trochę dla Madzi na sukienkę plażową. Na początku myślałam, że zrobię taką prostą na wiązanych sznureczkach ale w porę poprosiłam przyszłą właścicielkę o narysowanie tego, co chciałaby na plażę założyć. Dziecinka narysowała mi klasyczną sukienkę. Bez wykroju ni rusz. Postanowiłam dać jeszcze jedną szansę wykrojom z The Great British Sewing Bee, bo moja Madzia mniej więcej wpasowuje się w najmniejszy z ich rozmiarów. 

Wybrałam Tea Dress (ten i pozostałe wykroje po uprzedniej rejestracji można ściągnąć za darmo z tej strony: http://www.quadrille.co.uk/sewingbee/patterns ), która w oryginale wyglądała tak:






Drukarka wypluła 30 kartek które trzeba było przyciąć i posklejać. Po posklejaniu i wycięciu już wiedziałam, że może wszystkie wymiary to i pasują, ale dekolt to będzie Madzi do pasa sięgał. Postanowiłam coś z tym zrobić potem. Zmieniłam długość sukienki, zrezygnowałam z rękawów i z zamka (po zafastrygowaniu okazało się, że sukienkę da się wciągnąć przez głowę). Zbyt głęboki dekolt w końcu skróciłam robiąc zakładki i naszywając na nie guziki (które w oryginale znajdują się na szwie na ramieniu). 
Madzi się podoba, powiedziała, że będzie nosiła. 
Zobaczymy tylko czy na plażę ...
    






środa, 26 czerwca 2013

Bluzka w groszki i The Great British Sewing Bee


W kwietniu BBC wypuściło serię programów o szyciu The Great British Sewing Bee - był to konkurs na najlepszego amatorskiego krawca w UK. Wygrała Ann Rowley, siedemdziesięciolatka, która szyła całe życie i zdecydowanie pamięta czasy kiedy kupowanie ubrań w sklepie było w pewien sposób nie na miejscu. Program był prosty w założeniu: co tydzień uczestnicy dostawali coś do przeróbki, coś takiego samego do uszycia i strój własnego wyboru (ale z tej samej kategorii) szyty dla żywego modela. To była druga seria, ale o pierwszej w ogóle się nie mówiło, to właśnie ta druga okazała się być absolutnym hitem. Program był bardziej niż oglądalny skoro nawet tacy ludzie jak mój mąż, który z tematem ma nie po drodze, go oglądali. Wpływ programu jest fizycznie widzialny na rynku. Nagle wszystkie sklepiki, które do tej pory sprzedawały materiały zasłonowe zaczęły sprzedawać także ubraniowe. Stoiska z wzorami do szycia także zaczęły się cieszyć większą popularnością. Kiedy szukałam maszyny do szycia i czytałam ich recenzje w różnych miejscach w sieci byłam zaskoczona ilością recenzji zaczynających się od 'kupiłam maszynę po obejrzeniu The Grat British Sewin Bee'! Nic tylko się cieszyć tą dostępnością wszystkiego do szycia niezbędnego.






Serii towarzyszyła książka, którą kupiłam. Książka jest ładnie wydana, zawiera podstawy szycia i kilka projektów, ale nie jestem nią zachwycona z dwóch powodów. Po pierwsze są lepsze książki tej autorki (widziałam na własne oczy dzięki miejscowej bibliotece), po drugie po uszyciu jednej jedynej rzeczy, której wykrój był dołączony do książki (resztę można ściągnąć z internetu) mam wątpliwości czy reszta jest warta próbowania.



 


Bluzka/tunika z racji swojego prostego kroju wydawała się idealna na początek, autorce też i dlatego ten właśnie projekt był dołączony do książki. No nie wiem czy ktoś zupełnie początkujący poradziłby sobie z tym wykrojem! Pierwszą rzeczą na której utknęłam był zamek. Jego wykrój był dziwny i został mi niewykończony dolny brzeg, który musiałam zakryć łatką. Udało mi się go wszyć tylko dlatego, że zamek, który kupiłam był dłuższy od podanego w instrukcji. Myślałam, że coś źle czytam, ale wygooglałam tą bluzkę i okazało się, że inni, którzy ją szyli mieli te same problemy. Drugim zongiem było jednoczęściowe podszycie wokół linii szyi i pach  - instrukcja była niewykonalna i gdyby nie youtubowe tutoriale to bym sobie nie poradziła. Bluszczyna zajęła mi prawie całą niedzielę, ale w końcu się udało. Wygląda tak:







Ten moment kiedy wyciągasz coś spod igły maszyny po raz ostatni i jest gotowe jest niezwykle ekscytujący - cieszysz się jak małe dziecko. Bluzka, jak widzicie, znaczne różni się od tuniki z książki, a to przez długość i dobór materiału - musiałabym użyć lejącego się jedwabiu, który jest dosyć trudnym materiałem żeby podobny efekt uzyskać. Przez to, że bluzka się nie leje jest trochę luźna na mnie, ale absolutnie nadaje się do noszenia. Miałam ją wczoraj na sobie w pracy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...