Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2015

Spodnie prosto spod maszyny i nowa książka The Great British Sewing Bee


Od dobrego miesiąca nowa książka The Great British Sewing Bee: Fashion with Fabric wędruje ze mną po domu. Biorę ją ze sobą do łóżka, do wanny, na kanapę ... przy każdej wolnej chwili wpatruję się w projekty i próbuję żenić je z materiałami które mam, lub które mogłabym mieć. Wygląda to może na zewnątrz leniwie, takie gapienie się w książkę, ale to proces bardzo intensywny myślowo. Po miesiącu gapienia się w obrazki w końcu coś z niej uszyłam. Najpierw jednak książka.



Autorką nowej książki TGBSB, w odróżnieniu od obu poprzednich napisanych przez Tessę Evelegh, jest Claire-Louise Hardie. Każda kolejna książka jest coraz lepsza i praktyczniejsza. Dwie pierwsze zawierały podstawy szycia i projekty. Wykroje do pierwszej można ściągnąć ze strony wydawnictwa (o cierpliwości przy drukowaniu i sklejaniu!). Do drugiej dołączone zostały wykroje do pięciu projektów, resztę również można ściągnąć ze strony wydawnictwa (Quadrille Publishing Ltd). Trzecia zawiera paczkę z wykrojami do każdego projektu z książki. A jest ich trzydzieści.




Wzory są naniesione po kilka na jeden obustronny arkusz papieru, nie można więc sobie ich po prostu wyciąć, ale i tak poszczególne elementy są naniesione bardzo czytelnie, zupełnie inna bajka niż arkusze z Burdy!




Chyba każda książka o szyciu zaczyna się podstawami szycia. Jest to może i nudne jeśli ma się już kilka tego typu książek, ale ta, oprócz bardzo podstawowych rzeczy, zawiera dość dużo informacji na temat nanoszenia zmian na wykroje - coś czego z czasem chciałabym się nauczyć, jako, że dosyć niestandardową mam figurę. W dodatku projekty w książce poprzeplatane są bardzo przydatnymi tutorialami.


Projekty w książce podzielone są na cztery grupy, w zależności od materiału z jakiego zostały wykonane. Każda grupa projektów poprzedzona jest charakterystyką materiału i poradami jak się z nim obchodzić. To co, może z każdego rozdziału po projekcie lub dwóch ku zachęcie?

Bawełna:



 Świetny wzór, top bez zapięć! Mam w planach uszyć sobie na lato. Może nawet nie jeden.



Vintage'owa sukienka? Pewnie nie uszyję, ale bardzo mi się podoba i z tego co widzę w Internetach, szyjący oszaleli na jej punkcie.

 Odzwierzęce:

Nie, nie uszyję sobie skórzanej kurtki, ani kiltu, ale oba projekty bardzo mi się podobają.



Materiały ze stretchem:


Ta sukienka wymaga użycia grubego jerseyu - więc poczekam z uszyciem do jesieni, bo szalenie mi się podoba.

Materiały luksusowe:


Absolutnie uwielbiam bluzki z kokardami, może nie z jedwabiu na pierwszy raz, ale docelowo tak.


Uszyłabym gorset ale niekoniecznie dla siebie. Ten jest piękny!



A tymczasem uszyłam sobie spodnie capri. Letnie, cienkie, z bawełnianej popeliny w retro kwiatki. W książce projekt wyglądał tak:



W moim wykonaniu tak:





Wyszły luźniejsze niż zamierzałam, ale poprawianie wykrojów lub zmniejszanie w trakcie na razie mnie przerasta. Jednak przez to że są trochę luźne są mega wygodne. Nigdy nie posądzałam się o to, że będę miała spodnie w kwiatki, a tu proszę, nie dość, że mam to jeszcze sama je popełniłam. Będę je nosiła, serio, jak bum cyk cyk.

A skoro uszyłam coś z TGBSB to mogę sobie pokomentować książkę z tego punktu widzenia. Wzór na arkuszu jest dobrze widoczny i przez to łatwy do odwzorowania, ale nie jestem pewna czy naniesione zostały na niego wszystkie punkty dopasowania, coś mi nie pasowała ich liczba, ale może to moje przeoczenie przy przerysowywaniu. Instrukcje są dokładne i nie ma kwiatków w stylu 'a teraz zrób fikołka na trapezie.' Te instrukcje które są skrócone, a przy tym projekcie są to: wszyj zamek i zrób odszycie, odsyłają do szczegółowego tutoriala. Język jest przystępny (tylko, że angielski) i jeśli pojawiają się termniny typowo krawieckie to są one elegancko wyjaśnione. Czuję się zachęcona do szycia z tą książką.

Jeśli coś nie poszło przy szyciu tych spodni to z powodu mojego rozkojarzenia i nie śledzenia instrukcji !!! Zrobiłam głupi błąd przy wszywaniu zamka (przecież robiłam już to nie raz więc tutorial sobie odpuściłam - to błąd, to błąd) i przymocowywaniu boku odszycia do niego, co mi lekko zepsuło wygląd spodni. Ale nic, zakryje się bluzką.




czwartek, 4 października 2012

Un bel libro



Siedzę. Czekam aż się zagotuje woda na makaron. Zgodnie z życzeniem Magdalenki będzie zapiekanka z makaronu: macaroni, passata, mascarpone, czosnek i świeże oregano. Szastu prastu i jest. Nie ma to jak włoskie smaki. Uwielbiam włoskie smaki. Uwielbiam wszystko co związane z Włochami. Wiem, wiem, Wy też.
Ostatnio nawet obejrzałam program BBC Nigellissima pomimo tego, że Nigella mnie drażni, ale że z włoska to obejrzałam. Od razu się tłumaczę dlaczego mnie Nigella drażni: dlatego, że jak na Angielkę jest zbyt włoska. Wygląda jak Włoszka, mówi głosem, który by pięknie brzmiał we włoskiej kłótni, ale mówi po angielsku. Gdyby jeszcze źle po nim mówiła, gdyby kaleczyła tak jak Włoszka, to by przeszło, ale nie. Coś mi się mocno w niej gryzie więc oglądać ją wolę zdecydowanie na zdjęciach. Jednak obejrzałam i to razem z moją dziecinką, której niezwykle spodobały się steki z programu (zwykłe ale odpoczywają na oliwie z octem, czosnkiem i ziołami) i bardzo nalegała żebym zrobiła. Zrobiłam i były bardzo smaczne, zrobiłam też do nich frytki z programu, które okazały się być fantastyczne (nieobrane ziemniaki kroisz wrzucasz na zimny olej i smażysz aż się usmażą - niesamowicie chrupkie, pycha). Jednak wszystko to jakoś mało włoskie było, a apetyt na Italię mi się bardzo zaostrzył. Dlatego gdy wczoraj w bibliotece w dziale kuchennym wzrok mi się zatrzymał na słowie Italia i nazwisku Carluccio nawet do środka nie zajrzałam tylko wzięłam w ciemno. Włosko włosko.
Jeśli nie znacie Antonio Carluccio to zapoznajcie się z nim koniecznie (uścisk dłoni tutaj).
Książka jest cudna. Lubię słuchać Antonia, podoba mi się jego nieperfekcyjny angielski wypowiadany chropowatym legato, czytając książkę słyszę ten głos - no może za wyjątkiem kilku momentów kiedy najwyraźniej gramatyka go przerosła i ktoś to naprawiał. To książka w której zdecydowanie jest co czytać - podzielona jest na rozdziały odpowiadające regionom Włoch, każdy z nich zawiera krótki rys geograficzno-historyczny pozwalający zrozumieć kształtowanie się kulinariów regionu, kilka przepisów oraz opis najważniejszych tradycji i specjałów regionu. Wszystko jest opatrzone pięknymi zdjęciami Alastaira Hendy'ego.
Regionalność Włoch to coś co Antonio zawsze mocno podkreśla w swoich książkach i programach. Myślę, że musi go mocno irytować popularne na Zachodzie ignoranckie podejście do Włoch jako narodu jednomyślnie od obcasa do cholewy wcinającego spaghetti carbonara i pizzę margheritę. Mieszkający na Zachodzie dobrze wiedzą o jakim stopniu ignorancji ja tu mówię. Dla tych, którzy w różnice regionalne chcieliby się zagłębić książka idealna.
Jestem w ciąż jeszcze na północy kraju (w książce), ale już do tego stopnia książkę oswoiłam, że rozstawać się z nią nie mam zamiaru i już do mnie płynie z wiecie której Amazonii.
Chcecie fotki? Oto fotki. Czy fotki fotek są zachęcające to nie wiem, jakby nie były to uwierzcie w słowo pisane.











  

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...