Dzisiaj będzie krótko i na temat. Nie chcę tutaj udawać ani eksperta w dziedzinie żywienia ani kosmetologii tylko podzielić się dwoma kosmetykami pożyczonymi z kuchni które naprawdę działają.
Zielona herbata
W końcu znalazłam sposób na moje opuchnięte oczy (to eufemizm, ale lepiej brzmi niż wory pod oczami) który jest uno - skuteczny i duo - praktyczniejszy niż ziemniak. To lekkie (!) pocieranie opuchniętej skóry kostką lodu (owiniętą w muślin/ręcznik papierowy) zrobioną z dosyć mocnej zielonej herbaty. Efekt chłodzenia jest natychmiastowy, podobnie jak po zwykłej kostce lodu, ale mam wrażenie, że zielona herbata sprawia, że efekt utrzymuje się cały dzień i skóra pod oczami wydaje się przez cały dzień nawilżona i napięta. Patrzę w lustro i czuję się o kilka lat młodsza bez tego podocznego bagażu. Eureka!
Olej kokosowy
Olej kokosowy ma dziesiątki zastosowań (serio, wygooglajcie), ale ja wypróbowałam do tej pory tylko trzy: jako maska nawilżająca, krem nawilżający i środek do demakijażu. Bez względu na to jakiego oleju kokosowego używacie (jeśli używacie) w kuchni do gotowania, to na twarz powinno nakładać się tylko ekologiczny, tłoczony na zimno (to podobno kontrowersyjna wersja tego oleju). Olej kokosowy ma działanie bakteriobójcze i grzybobójcze oprócz tego, że świetnie nawilża każdy rodzaj skóry. Na dodatek pachnie cudownie.
Oto moje wrażenia:
Olej okazał się świetny do demakijażu (nie używam kosmetyków wodoodpornych więc nie wiem jak sobie radzi z nimi, ale zwykłej maskarze daje radę).
Stosując jako maseczkę nakładam hojnie (tyle ile się da, bo to przecież olej nawet jeśli w słoiku jest w postaci stałej to jednak z twarzy nadmiar spłynie tak jak olej), zostawiam na 10 minut i ściągam namoczoną w gorącej wodzie i dobrze odciśniętą flanelką. Skóra jest po takiej masce jest niebywale nawilżona i miękka.
Stosuję olej kokosowy jako krem nawilżający tylko na noc rozsmarowując go bardzo cienką warstwą. Rano, po przebudzeniu się, skóra jest dalej nawilżona i miękka, ale w żadnym razie nie jest tłusta (mam cerę mieszaną). Mam wrażenie, że ten olej poprawia balans skóry nawilżając przesuszone miejsca (moje biedne suche policzki) bez zbytniego obciążania stref bardziej tłustych.
A wy co przeniosłyście z kuchni do łazienki?
